Religia w szkołach oczami protestanckiego pastora: za czy przeciw?

Religia w szkołach oczami protestanckiego pastora: za czy przeciw?


W debacie przedwyborczej często podnoszony jest temat obecności religii w szkole. Krótko na ten temat oczami protestanckiego pastora, który jest zainteresowany obecnością Ewangelii w sferze publicznej, jej wpływem na ludzi oraz na tworzoną przez nich kulturę:

1. Religia szkole to *nie jest* - jak sugeruje David Wildstein (którego skądinąd cenię) przedmiot nauczający o wpływie chrześcijaństwa na polską i europejską kulturę. To nie jest neutralny światopoglądowo wykład religioznawstwa prowadzony przez świeckiego nauczyciela. To rodzaj duchowej i światopoglądowej formacji prowadzonej przez oddelegowanego przez kościół reprezentanta.

2. Z powyższego powodu nie zgodziłbym się (uczymy domowo więc piszę w trybie przypuszczającym), aby moje dzieci były poddawane formacji, z którą pod pewnymi względami mamy rozbieżne cele i przekonania.

3. Dyskusja o religii w szkole to nie tylko debata o ideach. To również debata o ekonomii i etyce. Czy chrześcijanie powinni oczekiwać, że określona formacja duchowa (choćby większościowa) powinna być finansowana przez tych, którzy zdecydowali się na wybór innej formacji duchowej i światopoglądowej?

Odpowiedź jest oczywista: nie. 
Po pierwsze: z tych samych powodów, dla których sprzeciwiamy się obecności i finansowaniu z publicznych środków tzw. edukacji seksualnej w szkole. 
Po drugie: oczekiwanie, by agnostyk finansował moje zajęcia biblijne dla dzieci jest nieetyczne. 
Po trzecie: Biblia naucza, że dzieło i służba Kościoła powinno być finansowane przez jego członków. Jest to również argumentem przeciwko wprowadzaniu tzw. podatku kościelnego i kontroli państwa w tej sferze.
Po czwarte: zależność finansowa od państwa rodzi oczekiwania państwa. Niezależność kościoła oznacza zaś nie tylko prawo DO jego zaangażowania w sprawy polityczne, ale i wolność OD finansowego utrzymywania jego służb przez "cesarza".

4. Jako chłopak wychowany w rzymskokatolickiej rodzinie chodziłem na rzymskokatolicką katechezę do końca nauki w liceum, a następnie dostałem się na studia teologiczne na Akademii Teologii Katolickiej na warszawskich Bielanach (dziś UKSW). Gdybym miał mówić o okresie największego duchowego wpływu katechez na moją duchowość i wiarę, to wskazałbym na wczesny okres szkoły podstawowej, gdy zajęcia odbywały się w salce przyparafialnej, a prowadziła je (do dziś to pamiętam!) siostra Jolanta (imię mojej żony - przypadek? Emotikon smile, a następnie siostra Janina (imię mojej teściowej - przypadek? Emotikon smile Udział w katechezie był dla mnie rodzajem spotkania z Panem Jezusem, gdzie uczyłem się szacunku do Boga, treści Pisma Świętego i podstawowych prawd wiary chrześcijańskiej wyrażonych np. w Apostolskim Credo.

5. Jakie więc widzę rozwiązanie tematu obecności religii w szkole?
- Bóg nie powierzył "cesarzowi", państwu kompetencji wychowania i edukacji moich dzieci. Dlatego rodzice powinni mieć prawo wyboru szkoły, która wspiera ich wizję świata.
- szkoła w porozumieniu z przedstawicielami danego kościoła decyduje czy wprowadza religię czy nie. I jaką religię (katolicką, protestancką itp.). To samo dotyczy np. edukacji seksualnej. Odgórny nakaz lub przymus w tej kwestii będzie generował konflikt sumienia rodziców i napięcia wśród samych dzieci. 
- rodzic decyduje o wyborze szkoły kierując się nie tylko poziomem jej nauczania, ale kwestiami światopoglądowymi. 
- kościół (lub organizacje prowadzące zajęcia) decyduje, czy katecheci są finansowani ze środków kościelnych czy od rodziców są pobierane opłaty za utrzymywanie lekcji religii.
- Kościół powinien zachęcać, by również rodzice (szczególnie tatusiowie) prowadzili z dziećmi regularny, wspólny czas czytania Pisma Św., modlitwy, śpiewu. Jeśli nie czujecie się w tym na siłach, zaproście waszego duszpasterza, by was w tym poprowadził, wskazał kierunek, podzielił się pomysłami lub pomocnymi materiałami. Chętnym służę pomocą Emotikon smile

6. I na koniec, abym został dobrze zrozumiany: kiedy agnostyk, ateista, sekularysta podniosą lament wołając o "świecką szkołę", to odpowiem, że o ile nie są za przekazaniem edukacji w ręce edukatorów/rodziców/fundacji/kościołów (w miejsce państwa), to nie ma mowy o oddawaniu czegokolwiek państwowego sekularystom Emotikon wink